23 października, 2013

TYLKO U NAS! Co zawiera litewska propozycja kompromisowa?

Inicjatywa Mobilności Pracy dotarła do treści propozycji kompromisowej dyrektywy wdrożeniowej zaproponowanej przez prezydencję litewską podczas posiedzenia Rady UE 15 października. Propozycja ta zyskała poparcie państw dążących do zablokowania delegowania pod pretekstem walki z dumpingiem socjalnym i nadużyciami firm delegujących. Polska wraz z dziesięcioma innymi państwami przygotowała korzystną dla naszego kraju alternatywną propozycję kompromisową, która z kolei zdobyła akceptację państw przeciwnych protekcjonizmowi i blokowaniu przepływu usług na rynku wewnętrznym. Dokument komentuje ekspert IMP – Stefan Schwarz. Tekst kompromisu Prezydencji zawiera zasadniczo wszystkie te zapisy, które zdaniem pracodawców prowadzą do zablokowania transgranicznego przepływu usług na rynku wewnętrznym Unii Europejskiej. Do tego tekstu państwa członkowskie zgłosiły wiele szczegółowych zastrzeżeń. Nieco zaskakujące jest, że Polska nie znalazła się w grupie państw, które postulują zamkniętą listę elementów charakteryzujących delegowanie.Otwarta lista oznacza w praktyce, że to czy polski przedsiębiorca legalnie świadczy usługi w innym państwie, zależało będzie od subiektywnej decyzji zagranicznego urzędnika prowadzącego kontrolę, który będzie ją podejmował na podstawie dowolnych uznanych przez siebie za właściwe kryteriów. Wiele uwag dotyczyło istotnych dla polskich firm kryteriów prowadzenia działalności godnej odnotowania w państwie, w którym przedsiębiorstwo delegujące ma siedzibę. Jest to niezbędny warunek uprawniający do delegowania pracowników za granicę. Polska wraz z dwoma innymi państwami optowała za całkowitą rezygnacją z uwzględniania wielkości obrotów krajowych przy ocenie, czy firma może delegować. Niemcy woleliby w tym zakresie zapis bliższy propozycji Komisji ("anormalnie ograniczona ilość realizowanych kontraktów") argumentując, że tylko wyjątkowo niski obrót krajowy jest przesłanką do braku spełnienia warunków umożliwiających delegowanie. Co bardzo zaskakujące, Niemcy byłyby skłonne zgodzić się na całkowite usunięcie z listy kryterium obrotu krajowego! Bardzo złą wiadomością jest to, że żadne inne państwo członkowskie nie zgłosiło zastrzeżeń do tzw. nowej definicji zastępowalności. Zgodnie z propozycją prezydencji litewskiej, aby ocenić, czy delegowany pracownik tymczasowo wykonuje swoją pracę w innym państwie członkowskim niż państwo, w którym zwyczajowo pracuje, należy miedzy innymi uwzględnić czy na danym stanowisku pracował w poprzednich okresach ten sam lub inny pracownik (delegowany). Zapis ten przekształci transgraniczne świadczenie usług w fikcję i doprowadzi do całkowitego zablokowania delegowania. Zdaniem Inicjatywy przepis ten otworzy pole do nadinterpretacji przez państwa chcące chronić rodzimych przedsiębiorców przed niechcianą konkurencją ze strony polskich firm usługowych. Pamiętajmy, że w przeszłości przedstawiciele niemieckich instytucji łącznikowych próbowali już nadinterpretowywać "zastępowalność" w taki sposób, że rzekomo oznacza ona jednorazowe delegowanie jednego pracownika na to samo stanowisko do danego państwa. Przykładowo więc, firma świadcząca usługi opieki mogłaby delegować do Niemiec tylko jedną opiekunkę osoby starszej. Każda kolejna, bez względu do jakiego klienta byłaby delegowana, zastępowałaby pierwszą. Zgodnie z brzmieniem tego przepisu, utrzymanym w propozycji kompromisowej prezydencji litewskiej, po wejściu dyrektywy taka interpretacja stanie się całkowicie możliwa i prawdopodobna. Jako IMP od dawna alarmujemy i zwracamy uwagę na ogromne zagrożenie, jakie niesie za sobą nowa definicja zastępowalności zaprowadzona w artykule 3 projektu dyrektywy wdrożeniowej. Jeżeli ten absurdalny punkt nie zostanie zmieniony, delegowanie przekształci się z czasowego w jednorazowe.Oznaczać to będzie faktyczne zamknięcie europejskiego rynku dla polskich firm usługowych, niezależnie od brzmienia pozostałych zapisów Dyrektywy i wyniku negocjacji w zakresie innych drażliwych zapisów.   Komentarz eksperta IMP – dr Marek Benio. Odrywając się od analizy poszczególnych zapisów dyrektywy wdrożeniowej, warto zauważyć, iż dotychczasowe prace w Parlamencie i obecne w Radzie de facto niebezpiecznie zmierzają do wprowadzenia zmian zasad delegowania w ramach swobody świadczenia usług tak daleko idących, że wątpliwe jest nazywanie tej dyrektywy wdrożeniową. Otwarcie listy kryteriów delegowania, nazywanych uparcie „elementami”, wprowadzenie twardej zasady jednorazowego delegowania, czy wprowadzenie odpowiedzialności solidarnej podwykonawców bez względu na rodzaj usługi, stanowią ingerencję w podstawowe zasady delegowania wyrażone w dyrektywie podstawowej. Co gorsza, wcale nie prowadzą do eliminacji patologii i nadużyć, które stały u podstaw propozycji Komisji. Nie prowadzą do eliminacji nielegalnego zatrudnienia, ani eliminacji nadużyć ze strony nieuczciwych przedsiębiorców. Nie eliminują patologii firm – skrzynek pocztowych i delegowania zwrotnego. Ich efekt będzie natomiast w wielu przypadkach odwrotny od zamierzonego: znikną firmy delegujące legalnie, a ponieważ rynek pracy nie znosi pustki, powrócą wyjazdy na czarno – jak w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Znowu polscy pracownicy będą musieli płacić za pośrednictwo bez jakiejkolwiek gwarancji, że nie trafia do obozu pracy jako ofiary handlu ludźmi. Nie cały projekt zasługuje na potępienie. Pozytywnym i korzystnym dla ochrony praw pracowników delegowanych rozwiązaniem jest proponowane w projekcie dyrektywy zacieśnienie współpracy między odpowiednimi jednostkami administracji, usprawnienie wymiany informacji miedzy nimi, łącznie z ułatwieniem egzekucji kar nakładanych na nieuczciwych przedsiębiorców. Wprowadzenie systemu IMI oraz wzmocnienie polityki informacyjnej we wszystkich krajach członkowskich UE również zasługuje na poparcie. Przejrzystość prawa, dostęp do informacji o nim i o jego interpretacji poprawia konkurencyjność, ułatwia świadczenie usług w ramach rynku wewnętrznego Unii i zapobiega nadużyciom.

MOŻE CI SIĘ SPODOBAĆ